Orla Perć – sztuczne ułatwienia kontra „ubezpieczenia”


W jednym z czasopism zajmujących się tematyką górską pojawiła się rozmowa ze mną na temat Orlej Perci (chodziło przede wszystkim o sprawy związane z jej historią). Pochodzący od redakcji tytuł brzmi: Szlak ze sztucznymi ułatwieniami. I właściwie nie byłoby sprawy, ale na tytułowej winiecie, na tle zdjęcia autorstwa Albina Marciniaka, dodano jeszcze podpis o następującej treści: Fragment ubezpieczonej [wytłuszczenie moje – DD] trasy w masywie Koziego Wierchu. Wielokrotnie w rzeczonym wywiadzie używam jedynie sformułowania SZTUCZNE UŁATWIENIA; zresztą posiłkując się cytatami z samego Księdza Gadowskiego, który pisał, że nie były to żadne ubezpieczenia, lecz wyłącznie sztuczne ułatwienia. Otóż podkreślmy raz jeszcze: znajdujące się na Orlej Perci łańcuchy czy klamry (jak na zdjęciu) nie są żadnymi ubezpieczeniami i nie powinno się w ogóle używać tego sformułowania. Ubezpieczają przecież firmy ubezpieczeniowe, a nie łańcuchy. W tym konkretnym przypadku możemy pisać jedynie o sztucznych ułatwieniach. Redakcja z podziwu godną konsekwencją – mimo bardzo adekwatnego merytorycznie tytułu tego materiału – umieściła w podpisie owo błędne sformułowanie o „ubezpieczonej” trasie.

Na koniec krótka uwaga o samym zdjęciu. Jest ono klasycznym przykładem tego, jak nie powinno się przebudowywać sztucznych ułatwień. Dawniej w tym miejscu istniała drabinka w drodze na Kozie Czuby. Po remoncie z pamiętnego roku 1995 zastąpiona została szeregiem klamer (ileż tu trzeba było wywiercić otworów w skale!) i powieszono obok w pionie luźny łańcuch. Do czego ma służyć ten łańcuch, jeśli wspinający i tak musi się trzymać klamer? Powinno się go zastąpić poprawnie zakotwioną i naciągniętą stalową liną. Wtedy uczestnik takiego wejścia mógłby skorzystać z wpiętej do uprzęży lonży z płytką hamującą oraz dwoma karabinkami i zastosować zwiększającą bezpieczeństwo przejścia autoasekurację.