Skąd się wzięli Lubomirscy


Herb Drużyna czy Szreniawa? Jak napisał znany polski historyk Władysław Semkowicz: „w wiekach średnich oba te herby ściśle od siebie odróżniano a zgoła ich nie mięszano. […] Drużyna i Śreniawa, to w istocie dwa całkiem odrębne herby, które dopiero heraldycy nasi pomięszali”. Otóż, Drużynici i Szreniawici posiadali pierwotnie tożsamy lub niezwykle podobny znak herbowy. Czasem, choć nie zawsze, różniący się krzywaśnią – czyli zakrzywionym kijem, pastorałem, oznaką władzy, a nie krętą rzeką (Szreniawą?) – zwrócony w prawą (S) czy lewą stronę (Ꙅ). To podobieństwo nie oznacza bynajmniej, by istniało między tymi rodami jakiekolwiek pokrewieństwo. Najbardziej istotne i rozstrzygające ową kwestię odróżnienie widać w zawołaniach rodowych. Pomijamy w tym miejscu nieistotny z naszego punktu widzenia spór – czy zawołania pochodziły od imion protoplastów rodów czy od nazw topograficznych – i zwróćmy uwagę za Semkowiczem na szlacheckie gniazda rodowe, których terytorium zamieszkiwali od niepamiętnych czasów współherbownicy. Semkowicz mianowicie pokusił się o znalezienie gniazd Drużynitów i Szreniawitów w XV wieku. Nas najbardziej interesują Drużynici, gdyż to oni właśnie zamieszkiwali obszar na pograniczu Beskidu Myślenickiego i Limanowskiego, zasadniczo ograniczony ze wszystkich stron rzekami: od północy Rabą, od wschodu Stradomką i Potokiem Trzciańskim, od południa Łososiną, a od zachodu Krzyworzeką. I znów Semkowicz: „Na obszarze tym stosunkowo niewielkim, bo zaledwie dziesięć mil kwadratowych wynoszącym, rozsiadło się około pięćdziesiąt miejscowości. Kilkanaście wsi, położonych na południowo-zachodnim zrębie naszego gniazda należało do klasztoru Cystersów w Szczyrzycach. Musiały to zatem być dawniej również posiadłości rodu Drużynów, a w ręce klasztoru dostać się drogą darowizny […]. Ale oto na początku XIV wieku spotykamy się w dyplomatach z rycerzem, który zwąc się Sbigneus de Szczyrzyce posiadał w tej wsi widocznie jakiś dział lub może w przydatku «de Szczyrzyce» zachował tradycję rodzinnego dziedzictwa. […] ów Zbigniew był Drużynitą z krwi i kości”.

Skąd się zatem wzięli Lubomirscy? Przytoczmy za Marią Marcinowską: „Za twórcę potęgi rodu uważa się Sebastiana Lubomirskiego (1546-1613) […], który wywodził się z linii na Sławkowicach (dziedzicznej wsi ojca, kupionej przez dziada). Potęga rodu nie była jednak dziełem jednego człowieka. Złożyły się na nią kariery, zaszczyty i majętności członków rodziny z innych linii: na Grabiu, na Lubomierzu i na Jawczycach. Linia na Grabiu wygasła w 1571 r., linia na Lubomierzu – w 1641 r. a linia na Jawczycach – około 1670 r., kiedy to cała fortuna Lubomirskich przeszła na linię sławkowicką”. Tenże Sebastian Lubomirski, sprawując szereg intratnych urzędów – m.in. kasztelana wojnickiego, starosty dobczyckiego, sandomierskiego i spiskiego, jak również żupnika krakowskiego – dorobił się wielkiej fortuny i zakupił od Stanisława Barzy w 1593 r. dobra wiśnickie za 85 tysięcy złotych polskich. Następnie od cesarza Rudolfa II otrzymał tytuł hrabiego na Wiśniczu, a umierając w Krakowie w roku 1613, przekazał majątek synowi, Stanisławowi, bez wątpienia najwybitniejszemu przedstawicielowi rodu. Ten ostatni, wojewoda krakowski i ruski, starosta dobczycki, krakowski, niepołomicki, spiski i zatorski, otrzymał w 1647 r. od cesarza Ferdynanda dziedziczny tytuł książęcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Zmarł w 1649 r. i został pochowany w krypcie kościoła Karmelitów w Wiśniczu, wzniesionego razem z klasztorem jako wotum za zwycięstwo nad Turkami pod Chocimiem.

Powołajmy się ponownie na Marię Marcinowską: „Nazwiska Lubomirski użył po raz pierwszy w 1465 r. dziedzic Grabia i Lasocic Piotr Lasocki, pan na Lubomierzu po ojcu Mikołaju Boczowskim i dziadzie Michale Grabskim. Zarówno Michał Grabski, jak i jego potomkowie używali herbu Drużyna: w polu czerwonym krzywaśń srebrna w prawo (zawołanie: Białęga, Drużyna). Gniazdem rodowym Drużynów był Zbydniów, a rodowym imieniem – Zbigniew. Zbigniew ze Szczyrzyca, uważany za protoplastę rodu, miał pięciu synów, wśród których był Marcin. Z kolei synem Marcina był zapewne Andrzej z Boczowa, ojciec Michała Grabskiego, pierwszego właściciela Lubomierza. O tej wsi i jej właścicielu Piotrze jako o współczesnym sobie napisał Jan Długosz: Lubomirz, villa […] cuius haeres Petrus Lubomirzky de domo et familia Druszina. Herb Drużyna nosiło także pięciu synów Piotra, wśród nich Stanisław na Lubomierzu i Feliks na Sławkowicach […]”. I dalej: „Najstarszy z braci, Jakub z Grabia (zm. 1519), był pierwszym w rodzinie, który wszedł do elity urzędniczej województwa krakowskiego jako sędzia grodzki (1491, 1493-95, 1499-1519), pisarz grodzki (1505), sędzia ziemski (1506-19) i administrator starostwa krakowskiego (1515) […]. Jedynym synem Jakuba był Joachim (zm. 1571). Dzięki zasługom ojca znalazł się w gronie dworzan królewskich (1524-71) […]. W latach 1523-47 Joachim posiadał około 20 wsi, miedzy innymi Tarnawę, w której na krótko przed rokiem 1560 zamienił kościół na zbór kalwiński […]”.

Joachim jako pierwszy z rodu przeszedł na kalwinizm. Kościół w Tarnawie oddał teologom i kaznodziejom kalwińskim: Markowi Wiktorowi, a potem Stanisławowi Farnowskiemu. Jego stryjeczny brat, Mikołaj, zwany Jaweckim, również przeszedł na kalwinizm. Po bezpotomnej śmierci Joachima najwięcej w spadku otrzymała kalwińska linia na Jawczycach. Dzieci Mikołaja (zm. w 1578 r.) powróciły jednak na łono katolicyzmu. Interesującą pamiątką po tym okresie jest renesansowy nagrobek wmurowany w północną ścianę kościoła w Tarnawie, na którym Joachima przedstawiono w postaci śpiącego rycerza w zbroi. Marmurowa tablica inskrypcyjna, z łacińską informacją o pochowanym Lubomirskim, przez kilka dziesięcioleci znajdowała się w budynku gospodarczym przy kościele. Z tego m.in. powodu wielu historyków sztuki błędnie podawało w swych pracach, że jest to wizerunek Stanisława Lubomirskiego, a nie Joachima. Między 1898 a 1930 rokiem nagrobek został rozdzielony, górną partię z herbem i inskrypcją, która informowała o kalwińskim pochodzeniu fundatora, przechowywano osobno. W 2015 r. nagrobek zrekonstruowano i odnowiono. Przywrócono mu dawną, typową dla nagrobków renesansowych strukturę, w której postać zmarłego leży w charakterystycznej pozie poniżej tablicy z inskrypcją odnoszącą się do jego osoby. Dwa główne elementy uzupełniono o otaczające tablicę dekoracje złożone z wolut oraz kartusz z herbem Drużyna. Zmarły został ukazany w pozycji leżącej, na boku, z prawą ręką podpierającą głowę i zgiętą lewą nogą. Sprawia wrażenie odpoczywającego, osoby pogrążonej w lekkim śnie. Ten sposób ukazywania zapoczątkował włoski artysta Andrea Sansovino, który w takim ujęciu przedstawił zmarłego kardynała Ascania Sforzę w nagrobku w rzymskiej bazylice Santa Maria del Popolo. Na taki sposób ukazywania wpływ miała filozofia neoplatońska, w której moment śmierci traktowany był jako chwilowy sen, po którym nastąpi życie wieczne. Ten typ przedstawienia stał się bardzo popularny w XVI w., w Polsce pojawił się po raz pierwszy w nagrobkach kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu. Podobny schemat prezentuje nagrobek zmarłego kilkanaście lat wcześniej Sebastiana Lubomirskiego umieszczony w kościele parafialnym w Sanoku czy Elżbiety Firlejówny w kościele w Bejscach (Hieronimo Cavanesi, po 1580 r.).

W krajoznawczym miesięczniku „Orli Lot” z 1930 r. pomieszczono artykuł Tadeusza Wojtowicza. Oto ciekawsze fragmenty: „Obecny, murowany kościół stanął w r. 1803 kosztem Izabeli ks. Lubomirskiej. Miejscowe podanie mówi, że pełnomocnik, który ten kościół budował, dał mu rozmiary mniejsze i ozdoby skromniejsze, by część funduszów na budowę przeznaczonych sobie przywłaszczyć. Gdy fundatorka chciała zbudowany kościół oglądnąć, przemyślny pełnomocnik wynajdywał różne powody, aby ją od podróży odwieść. Chwilowo udało mu się ukryć swój czyn, lecz potem trapiły go wyrzuty sumienia i prześladowały choroby, więc postanowił wynagrodzić krzywdę Bogu wyrządzoną i na kościele piękną wieżyczkę swoim kosztem dobudował. Do najcenniejszych zabytków kościoła, pięknie polichromowanego przez artystę malarza Maszkowskiego, należy kamienny nagrobek Joachima Lubomirskiego, umieszczony w północnej ścianie kościoła koło chóru. Na płycie widać postać rycerza w zbroi, na pół leżącego, z głową wspartą na prawej ręce. Nos ma uszkodzony Na lewem ramieniu widoczna jest główka buzdyganu, który trzymał rycerz w ręce, spoczywającej na kolanie. Rękojeść buzdyganu odpadła, tylko ślad jej znać na dużym palcu lewej ręki. Również uszkodzony jest hełm, którego część wycięto zapewne dla oparcia na nagrobku chorągwi kościelnej, na co wskazywałoby także wycięcie górnego gzymsu. Przed odnowieniem kościoła znajdowała się nad pomnikiem kamienna tablica, ozdobiona pięknym ornamentem, a na niej napis łaciński w dystychach elegijnych, sławiący Joachima Lubomirskiego, który zmarł w Zerawicy w r. 1571, a w Tarnawie był pochowany. Nad tablicą, w środku tarczy herbowej, wyryto Śreniawę, herb Lubomirskich. Celem powiększenia okna, przy odnawianiu kościoła rozebrano tę nadbudowę i schowano w szopie przy kościele. Chcąc mieć obraz całego nagrobka, wynieśliśmy w czasie wycieczki krajoznawczej części płyty na pole, ustawiliśmy je i sfotografowali […]. O Joachimie Lubomirskim opowiadają w Tarnawie legendę, że będąc kalwinem wybrał się po skarby na Babią Górę. Skarbów tych strzegła wiedźma Siwilija przy pomocy rozmaitych gadów. Jednak udało się Lubomirskiemu uśpić trunkiem wiedźmę i wykraść skarby. Po niewczasie spostrzegła Siwilija, że ją okradziono, i w pościg za Lubomirskim wysłała swe poczwary. Lecz Lubomirski rozstawnemi końmi poza cień Babiej Góry wyjechał, a tu kończyła się już moc potwora. Jedna tylko żaba poza cień przeskoczyła i na ramieniu Lubomirskiego siadła. Tu jednak już swej władzy nie miała i prosiła go o uwolnienie. Za to powiedziała mu, która religja jest prawdziwa. Lubomirski się wtedy nawrócił i kościół w Tarnawie zbudował. Legendę tę ślicznie opowiedział Sienkiewicz pt. «Jak Pan Lubomirski kościół w Tarnawie zbudował». Po Lubomirskich jest w Tarnawie jeszcze jedna pamiątka, mianowicie kamienna kropielnica z ich herbem Szreniawą i z literami S. L. świadczącemi, że jej fundatorem jest Sebastjan Lubomirski. Obecnie nie jest ona używana i przechowuje się ją w dzwonnicy”. Kazimierzowi Kaczmarczykowi, opowiedział te legendy w 1901 r. jeden z włościan tarnawskich, niejaki Węgrzyn: „Dawny kościół w Tarnawie był drewniany i latego się zwaluł i kościoła nie byłu. Ale była jedna pani pobozna przezwiskiem Lubomierzka, co wystawiua wszyćkie kościoły od Krakowa jaz po Sąc. Uofiarowała wtedy piniąndze na kościół w Tarnawie […]. Możemy to stwierdzić z całą dokładnością, o którym z Lubomirskich tu mowa. Pomnik bowiem, o którym wspomina podanie, zachował się do naszych czasów w Tarnawie, a przedstawia Joachima Lubomirskiego zmarłego w r. 1571”.

Lit.:
K. Kaczmarczyk, Podania ludowe w Wiśniczu i okolicy, „Materyały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne” 1904, t. 7, s. 131-134.
J. Lubomirski-Lanckoroński, Lubomirscy. Książęta polscy. Historia rodu Książąt Lubomirskich, t. 1, Kraków-Poznań 2018.
M. Marcinowska, Lubomirscy. Starostowie sądeccy i spiscy, Nowy Sącz 1998.
W. Semkowicz, Drużyna i Śreniawa. Studyum heraldyczne, Lwów 1900.
H. Sienkiewicz, Jako się pan Lubomirski nawrócił i kościół w Tarnawie zbudował, Warszawa 1924.
T. Wojtowicz, Nagrobek Joachima Lubomirskiego w kościele tarnawskim, „Orli Lot” 1930, nr 2, s. 26-28.