Jak zamek dobczycki spod ziemi wyrósł


Właśnie “wyrosła” zamkowa wieża. Jeszcze nie jest udostępniona dla turystów, bo podłogi można zamontować dopiero po wyschnięciu murów. Poniżej aktualna galeria zamkowych zdjęć, jak również dwa krótkie materiały filmowe (archiwalny i współczesny), a na koniec przeczytajmy sobie fragment biografii Władysława Kowalskiego.

Niezwykle trafnie i wzruszająco napisała Barbara Myczkowska-Hankus:

„Nikłe światło latarki wędrowało zakosami przez splątane gęsto krzaki rosnące u stóp wzgórza zamkowego w Dobczycach. Pięło się ku górze, odsłaniając pozieleniałe kamienie, by lukiem sięgnąć ku szczytom ruin kaplicy. To było dobre światło – z domu. Podniósł się z kolan. Na tle ciemniejącego nieba zarysowała się mocna sylwetka. Wieczór był ciepły, prawdziwie majowy. Od kilku godzin nie odrywał się od pracy. Dzisiaj znowu oczyścił parę surowo ciosanych kamieni i połyskujących polewą kafli, leżących tuz pod darnią. Starannie opisał i schował te nowe trofea. Wyrwał je spod warstwy naniesionej ziemi i traw, jaka pokryła miejsce, gdzie ongiś dumnie wznosił swe wieże kazimierzowski zamek. Od dzieciństwa patrzył z żalem na tę klęskę historii i człowieka. Urodził się przecież w cieniu zapomnianego wzgórza. Dzisiaj był tutaj sam, ale wiedział, że już niedługo przyjdą inni, pociągnięci Jego wiarą w odbudowę zamku. Mówią o mnie kasztelan – pomyślał nieco z ironią otrzepując ubranie. Jeszcze chwilę rozglądał się by znaleźć resztki wody, opłukać ręce. Ciągle jej tu brakowało, choć szeroką doliną u stóp wzgórza płynęła Raba, połyskując teraz łagodnym blaskiem wschodzącego księżyca. Umówiony sygnał – światło latarki znów rozbłysło tnąc ciemniejące zbocza. Niosło z sobą zapach czekającej kolacji i wszystkie problemy codziennego dnia odkładane do wieczora. Żona i dzieci przyzwyczaiły się już, że ojciec mieszka w ruinach. Przynosiły mu obiad i odchodziły potem, zostawiając wśród okaleczonych ścian echo roześmianych głosów. Patrząc za nimi myślał wtedy, że jego marzenia i zachłanna praca odbierają go rodzinie. Mógłbym stworzyć im lepsze życie, może wybudować dom? Ciążyły mu te myśli, gdy idąc w dół, wśród pokrytych rosą traw, zatrzymał się jeszcze na chwilę. Lubił ten wieczorny czas, tę obietnicę odpoczynku. U stóp miła cały świat – swoje małe miasteczko. Nie wiedział nawet, dlaczego aż tak kocha to miejsce i widok. Obejmowały go ramieniem ciemniejące zarysy Grodziska, Kamiennika i Cietnia. Naprzeciw łagodnie Falowały ich młodsze siostry, wzgórza wielickie. Przeniósł wzrok ku dolinie, gdzie ostro biegła w górę wysoka wieża kościelna. Jego dom stał tuż obok. Surowe tony dzwonów to była muzyka, którą słyszał najczęściej. Teraz też docierały do wzgórza, przeplatając się ze słowami majowej litanii.
– Matko Dobrej Rady – powtórzył za dobiegającymi głosami.
– Trzeba mi rady, i przyjaciół, i Twojej opieki. To przecież nie przypadek, że z rozrzuconego rumowiska unosi się jedynie zachowana ściana kaplicy nad bramą wjazdową.
– Jeśli podniosą ją wyżej, będzie tam królował Kazimierz, królewicz i święty, który modlił się na dobczyckiej ziemi.
Szybko schodził ku miastu wydeptaną ścieżką. Za kępą młodych brzóz znikała ciemna postać «kasztelana» – Władysława Kowalskiego. Była wiosna 1960 roku”.

Lit.:
J. Andrusikiewicz, Odbudowa zamku w Dobczycach, „Wierchy” 1962, t. 31, s. 211.
W. Kowalski, Historia odkopanego zamku: o społecznej roli działaczy PTTK w Dobczycach, „Ziemia” 1968, s. 225-231.
B. Myczkowska-Hankus, Władysław Kowalski. Biografia, Dobczyce 2017, s. 6-7.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Jeśli podobają Ci się publikowane tutaj treści i chcesz wesprzeć moją pracę,
możesz postawić mi wirtualną kawę.
Mnóstwo serdeczności!