Michał Jagiełło (1941-2016)


Michał JagiełłoNie do uwierzenia. Odszedł tak jak żył. Nikomu nie wadząc i z każdym starając się nawiązać dialog. Pamiętam naszą pierwszą rozmowę. Gdzieś na przełomie lat 80. i 90. minionego stulecia. Wychodziliśmy właśnie z Komina Świerza na wierzchołek Kościelca, na którym szykował się do zjazdu z jakimś towarzyszem od liny. Zrobił nam miejsce obok, a ja szybko założyłem stanowisko i zacząłem ściągać swego partnera. Na powitanie krótko powiedział: Michał jestem. Dopiero na taborze na Rąbaniskach palnąłem się w głowę i zrozumiałem, że właśnie poznałem swojego Kołowego Kolegę, przewodnika tatrzańskiego, byłego Naczelnika Grupy Tatrzańskiej GOPR, tego od Hotelu klasy Lux, Wojciecha Brzegi (opracowanego wspólnie z Anną Micińską) oraz Tatr w poezji i sztuce polskiej (razem z prof. Jackiem Woźniakowskim). Michał JagiełłoPóźniej spotykaliśmy się wielokrotnie. Utkwiła mi w pamięci sesja popularnonaukowa nt. dorobku Zofii i Witolda H. Paryskich, która odbyła się w Zakopanem 17-18 czerwca 2011 r. (tutaj odnośnik), o ile mnie pamięć nie myli był też na konferencji nt. 140-lecia TT 23 listopada 2013 r. w Nowym Targu, a ostatnio – co prawda już nie osobiście – nie bez nieskromnej dumy zobaczyłem po sąsiedzku obok własnego artykułu w ostatniej „Watrze” (nr 12, pod redakcją Leszka Ogórka, Kraków 2015, s. 27-38) jego Tatrzańskie okruszki. Zakończył je dość symptomatycznie, a może nawet nieco proroczo, tymi słowami: „Okruszki te zamierzam wkleić w odpowiednie miejsca Gałązki kosodrzewiny i dać je do dziewiątego uzupełnionego i zaktualizowanego wydania Wołania w górach, które być może ukaże się… Dzielę się więc z Wami, Drodzy Przyjaciele od Gór, już dziś. Bo przecież – między nami mówiąc – w moim wieku… M.J.”.